niedziela, 8 maja 2016

Moja włosowa historia. Kotowilk.

Zawsze kochalam swoje wlosy...
Gdy bylam mala dziewczynka, byly grube i dlugie. Uciekalam przez nozyczkami. Dzieciaki w szkole z wszami doprowadzaly mnie do paniki. Jak masz wszy, trzeba sciac. Dobrze, że nigdy ich nie zlapalam.
To byly czasy PRL. Nie mam pojecia czym byly myte. Pamietam jedynie szarpanie gestym grzebieniem az do lez. Blagalam tez o gumki frotki (bo takie faaaajne!!!), wtedy dostepne tylko w Pewexie, dla wybranych. Niestety, mialam tylko recepturki.






Kolor chyba niegdys mialy jasny blond, potem sciemnial i zrobily my sie rudo-zielone refleksy. Z prostych, twardych, grubych wlosow zrobilo sie krecone, suche siano.

Wszyscy ciagle mi mowili ze moje wlosy sa brzydkie i trzeba je sciac. Ja, z moja nieodwzajemnioną miloscia do nich, nadal unikalam nozyczek... ale wstyd bylo mi uzywac odzywek. Tracic je na brzydkie klaki. Tak myslalam jako nastolatka i chodzilam z wielkim poszarpanym koltunem, zwykle w kitce. Nie mam zdjec z tamtego okresu. Moze to i dobrze. Ciągle słyszałam, że się nie czeszę. Dzieciaki śmiały się ze mnie w szkole, mama wstydziła się ze mną wyjść na ulicę, poki ich nie spiełam. Szczotkowałam włosy kilka razy dziennie plastikową szczotką z kulkami, ostatnim krzykiem mody... Często byłam na nie zła. Tę złość wyładowywałam w czesaniu, jak Marina Abramovic w swoim włosowym performansie.

Na zdjeciu ponizej mam 16 lat. Widac koniec warkocza, ktory sie wykruszyl. Juz odmawialam szarpania ich grzebieniem. Dostalam szczotke z dzika. Ale co sie naszarpalo, juz nigdy nie odroslo. Pamietam, ze jak nie bylo nikogo w domu, zdazalo mi sie robic im maske z jajek i cytryny. O oliwie w tamtych czasach czlowiek mogl sobie tylko pomarzyc, ale zdazalo mi sie chyba uzywac do tej maski slonecznikowego. Ale to tylko jak nikt nie widzial. Bo przeciez po co. Sa brzydkie i koniec. Pamietam szampon z odzywką Wash&Go zielone jabluszko. Po tym szamponie moje wlosy dobrze sie rozczesywaly.


Dalej bylo jeszcze gorzej. Gdybym wtedy zostawila je w pozadku... ale nie. Nagle zaczynalam zauwazac ich kolor. Mysi, matowy, rudo-oliwkowy. Dorwalam sie do farb. Wszystkich mozliwych. Miedzianych. Wlosy robily sie coraz ciensze i ciensze, zamieniajac sie w mgielke. Nadal nie pamietam uzywania niczego, poza szamponem. Tu mam 19 lat.



Dalej byla trwala za namowa siostry i placz i zmywanie jej w domu. Wygladalam jak sprzedawczyni z miesnego (taka z tamtych czasow). Potem szamponetki Marion. Miedziane. Chyba juz uzywalam jakis odzywek, ale zupelnie nie pamietam jakich. Chyba drogeryjnych. Mialam Gliss Kury i jakies Pantene. Efekty widac dalej. 20 kilka lat. Polska, Berlin, Warszawa. W tamtym czasie najezdzilam sie troche.
Intensywnie tańczyłam, szurałam kudłem po podłodze. Były spięte większość czasu. 

    



Fryzjera omijalam nadal. Po tej trwalej mialam traume.

Wyjechalam do UK. I sie zaczelo. Zaczely wypadac garsciami... po prostu garsciami. Nadalm uzywalam szamponetek Marionu, kilka razy farby ze sklepu ze zdrowa zywnoscia... nazwy nie pamietam. Stac mnie bylo na kosmetyki. Wiec zaczelam szperac na polkach w Bootsie. Zupelnie nie interesowaly mnie sklady. Szukalam kosmetykow do "curly hair" i tyle. Uzywalam odzywki od swieta, prawie zadnych masek. Szukalam z uporem maniaka czego do ukladania wlosow. Mam jeszcze cala kolekcje. Przewinely sie marki John Frieda, Keratese, Treesome.. nie pamietam wiecej. Chyba mialam kilka dobrych szamponow: Phyto, Naked, pamietam ze kupilam szampon z kawiorem po ktorym mialam naprawde fajne wlosy, jednak szybko sie skonczyl a potem nie moglam go juz nigdzie znalezc. Upolowane w Tkmaxxie. Przestalam czesac wlosy. Calkiem. Tylko palcami przy myciu.

Bylo coraz gozej. Ciezko pracowalam, mozna powiedziec fizycznie, chorowalam coraz bardziej. Musialam w koncu isc do fryzjera, wydawal mi sie ostatnia deska ratunku. Mowilam sobie, ze fryzjer mi je uratuje. Ale nie uratowal, bo nie bylo czego. Wlosy musialam sciac. Wygladaly tragiczniej niz kiedykolwiek.



Zaczynalam tesknic za moim koltunem. Chcialam zeby wrocil, chocby byl najbrzydszy na swiecie.... ale zeby wrocil. Ale one wypadaly. Szukalam jakis wcierek na Amazon. Nie dawalo to chyba efektu. Ciagle zapychalam odplyw w wannie wlosami. Pamietam jakies kosmetyki z Amazon. Szukalam dobrych rewiev a nie skladow. Chyba zaczelam uzywac masek. Jak dzis widze, wypchanych po pachy silikonami, SLSami, parafina, alkoholami.

Stalo sie, bylam chora. Bardzo. W zasadzie zegnalam sie z zyciem. Zla dieta, nadmierny wysilek fizyczny i psychiczny, lupanie overtimow, bardzo dlugie wedrowki piesze z i do pracy. Po prostu bylo ciezko. Wtedy bylam pewna, ze mi wszystkie wypadna. Lezac w szpitalu i siedzac w poczekalniach zastanawialam sie, co ja zrobie jesli przezyje. I jak bede wygladac na lyso.

Wsadzilam glowe do skanera (o zgrozo...wiem...kopnieta) w ramach projektu artystycznego. Zeby uwiecznic, co tam jeszcze zostalo. Przynajmniej widac co mialam na glowie wtedy. O dziwo nie wygladają tu żle, prawdopodobnie zrobiłam zdjęcie zaraz po farbowaniu Marionem.


Bardzo powoli (2-3lata) dochodzilam do siebie. Zmienilam prace, troszke awansowalam, skonczylam studia w polsce wiec skonczyly sie ciagle loty w te i z powrotem. Wlosow na glowie troche zostalo. Patrzylam na dziewczeta z katalogow i myslalam sobie, ze skoro im pomagaja gadzety, to czemu nie mi? Boze, jaka ja bylam glupia. W ruch poszla prostownica i karbownica. I suszarka z dyfuzorem. Pierwszy raz w zyciu. Koszmar. Nawet do ramion wygladaly strasznie i gozej, gozej.

Nagle, w Polsce, odkrylam serum do lokow z Nivea. Kupowalam po 10-15 butelek jak tylko bylam w Polsce. Tylko tym sposobem mialam moje dziwne fale-loki. Nie mam pojecia jaki to typ lokow. U fryzjera dostalam spray proteinowy Joico, bo "twoje wlosy potrzebuja protein". Obawiam sie, ze to byl strzal kula w plot w połączeniu z prostownicą.


                   






Jakies trzy lata temu cos sie zmienilo we mnie. Nie moglam juz siebie zniesc, takiej zniszczonej. Zmienilam diete. Ketoza na 2 tygodnie, potem dieta eliminacyjna. Zawsze bylam vege+ryba ale teraz unikam tez glutenu. Jem ogromne ilosci wazyw i owocow. Moj stan zdrowia sie poprawil. Powiedzialabym ze jestem paleo, bez miesa ale z ryba i bez fasolek (zle na moj brzuchol dzialaja). I jestem zdrowa!!!!! Z perspektywy czasu wiem, ze chorowanie było rezultatem złej diety. Ona nie była nigdy bardzo zła. Ale jadłam ogromne ilości pieczywa. To pieczywo i ziarna były odpowiedzialne za stan całego mojego ciała.

Potem odkrylam Lusha. Nadal zupelna chemiczna ignorancja... ale zakochalam sie w ich szamponach, szamponach w kostce, odzywkach. Bylo lepiej, mimo, ze jechalam, jak teraz wiem, z SLSow i czesto z silikonow. Moja Nivea do ukladania zostala ze mna. Jest ze mna do dzis, ale w tamtym czasie uzywalam tez pianek. Wlosy troche nabraly objetosci. Zucilam prostownice i inne elektryczne lajno.


Najezdzilam sie po karaibach. Spedzałam cale dnie w oceanie i na pełnym słońcu. Moje ciało sie regenerowało. Ale włosy cierpiały. Dopiero dwa lata temu zauwazylam, ze jak uzywam maski Dove zanim wpakuje sie do slonej wody, wlosy wygladaja potem lepiej.





W 2015 odkrylam henne. Najpierw henna z Lush. Potem kilka niby-hennowych farb z polskich sklepow z ziolami. Takich w tubkach. Wiem, ze to nie prawdzina henna. Bylam leniwa, pewnie nadal jestem, ale staram sie. Henna z Lusha jest bardzo trudna.. to chyba dlatego.

W kwietniu 2016 podcielam koncowki u polskiego fryzjera "goracymi nozyczkami". Tak wtedy wyglądały. Tragedia.



Przeszłam na swiadoma pielegnacje. Przeczytalam Anwen i przeczytalam Curly Girl. Rozumiem (bardziej lub mniej) sklady i staram sie. Kupuje kosmetyki w polsce. Przeslalam sobie w wielkiej paczce.
Nie rozdwajaja sie. No, sporadycznie. W kazdym razie ciezko znalezc rozdwojana koncowke.
Po dwóch miesiącach olejowania przed każdym myciem, mycia maską i maskowania, plukanek i wszystkiego, co mi w ręce wpadnie mam efekty. Czuje, że jest dla mnie nadzieja. 



 

Po trzech bitych miechach intensywnej pielęgnacji wiele się nauczyłam. Największe odkrycie: mycie maską. Mój skalp nienawidzi detergentów. Jest nimi podrażniany do takiego stopnia, że ciagle swędzi, włosy nie rosną, wypadają i wyglądają szkaradnie. Dlatego będę używać szamponu jak najrzadziej. Najlepiej wcale. Stąd moje unikanie silikonów. ;-) Po drugie: moje kudły chleją oleje. Uwielbiaja je. Szczególnie w połączeniu z humektantami. Po trzecie: henna! Znalazłam mój wyśniony kolor, którego jednak nie widać na zdjęciach... ale jest. Połączenie cassi z henną. Post TU.  Zero wyśni przebrzydłej. Henna nie wyszusza mi kudłów, nawet czysta, o ile nie uzywam soku z cytryny i dobrze płuczę. 
Wcierki sprawiają, że kudły mi rosną. Nie mam pojecia jak je mierzyć (powód widoczny na zdjęciu poniżej... rulony) ale zdaje się, że od maja dotarły od prawie-ramion do prawie-stanika. Mam tez drugie włosy, rosną wszędzie i maja teraz około 10 cm.  Wyglądaja okropnie, jak jakaś czapa. Ale dbam o nie.




Mój plan na następne kilka miechów: odstawić detergenty jak to tylko możliwe. Dbać o skalp: glinki, mocznik, jakies pudry hesha. Hennować jak trzeba. Nie hennować, jak nie trzeba. Wcierać, wcierać, wcierać! Oleje przed każdym myciem i dobre maski po każdym myciu. I dbać o końcówki. Nadal sie nie rozdwajają. Ha!

Moj blog to dla mnie mój włosowy dziennik. Wiem już, że mam trudne włosy, u ktorych PEHową rownowagę zachować jest ciężko. Analizuję zdjęcia i oceniam, co jest dobre a co jest niewypałem. Każdy jest tu mile widziany, z radami, z krytyką i z czymkolwiek, czym chcielibyście się ze mną podzielić.

Pozdrawiam i dziękuje wszystkim włosomaniaczkom za to, że SĄ!




14 komentarzy:

  1. O rany, jaki ciekawy życiorys, nie tylko włosowy. Gratuluję odwagi wyjazdu do GB, i super te Karaiby<3

    Masz bardzo podobne włosy do moich kiedyś. W sumie trochę żałuję, że nie mam zdjęć rozpuszczonych włosów sprzed włosomaniactwa, ale wstydziłam się ich wtedy niemiłosiernie i nosiłam głównie spięte, choć tego nie znoszę...
    Na pewno olejowanie bardzo Ci pomoże. Po pierwszym miesiącu jest kolosalna różnica.
    Co do ciepłych nożyczek to... Nie wiem. Ja mam fryzjerskie zwykłe i podcinam nimi włosy sama. Teraz nie rozdwajają mi się prawie wcale, ale na początku był sajgon! Aha, jak chcesz pogrubić włosy to fajnym rozwiązaniem jest henna, ale poczekaj aż trochę odrosną, bo zioła mogą przesuszać końcówki...
    Trzymam za Ciebie kciuki, bo wydajesz się być fajną dziewczyną, pozdrawiam ciepło i życzę wytrwałości w dążeniu do pięknych włosów:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje. Henny juz uzywalam przez ostatnie kilka lat.. i juz z nia zostane. Zadnej chemii. Pozatym kolor po hennie jest duzo glebszy i ladniejszy i ladnie sie wyplukuje. Ostatnio uzywalam Caca Rouge z dosypka proszku amli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć! Dotarłam (dopiero) do Twojej prośby o pomoc. Poczytam, może coś wymyslę. Dzisiaj nie mam już czasu, impreza rodzinna ;]
    Pierwsze wrażenie mam takie, że skoro masz problemy ze zdrowiem, może musisz się częściowo pogodzić z włosami takimi jakie są. Póki są. Czasem trzeba się z nimi spotkać w pół drogi, np część osiągnąć pielęgnacją a część "makijażem".
    Są delikatne więc trzeba je zabezpieczać przed. Nie takie silikony straszne ;) są silikony zgodne z CG.
    Jest coś przerażającego w sposobie, w jaki zamazujesz twarz na zdjęciu. Ta dziura...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak na przekór zamazuje strasznie... bo wiesz, w duszy dziura została po tym co przeszłam. Chora juz nie jestem (odpukać). Wręcz nazwałabym to: JESTEM ZDROWA!!! :-) Mimo, ze nie zaglądałaś, twój blog pomógł mi bardzo bardzo bardzo... dziekuję. Myśle że stan moich włosów z wcześniej był powodowany ciagłym podrażnieniem skalpu. Od kiedy nic mnie nie swędzi włochy sie poprawiły. I ciągle jest lepiej, więc nie chce się jeszcze na nic godzić, jeśli pozwolisz. ;-) Ciągle sie motam jeszcze, szczególnie z proteinami. No i oleje...hmmm... ich dobór to czyste wariactwo, ale trzymam się. Dzieki za ciepłe słowa.

      Usuń
    2. Gratuluję zdrowia i siły walki :)
      Przejrzałam podsumowania i dziewczyny bardzo Ci już pomogły :D efekty są powalające!
      Z uspokojoną skórą pewnie już się czujesz 100x lepiej :)
      Oleje są trudne. Poradziłabym Ci znalezienie włosowej siostry w miarę możliwości i śledzenie jej pielęgnacji.
      Z proteinami jest łatwiej. Na razie możesz ich nie potrzebować albo tylko w małych ilościach. Sama jestem dowodem na to, że nie są potrzebne w pielęgnacji (za to w diecie - owszem ;) ).
      W razie pytań - pisz na FB albo tutaj, zostawię sobie zasubskrybowane odpowiedzi na jakiś czas.
      Miłego dnia :)

      Usuń
    3. Strasznie dużo kombinujesz! ;) dużo zmieniasz. To niby dobrze ale dopóki szukasz ciężko się w tym połapać ;)

      Usuń
    4. Wlosowa siostra by sie przydala... ale nigdy jeszcze nie spotkalam nikogo z podobnym wiechciem. Ktos ci przychodzi do glowy? 😀😀😀

      Usuń
    5. Nikt konkretny...
      Ale na wizazu w dziale dla kręconych jest temat pt Dziennik regeneracji. Mysle ze warto przejrzeć :)

      Usuń
    6. Droga Wiedźmo. Jak wiesz, staram się odstawiać silikony, bo na detergenty mój łeb bardzo bardzo cierpiii... i stą moje pytanie. Czy nie obiło ci się czasem o uszy, że istnieje mocny proteinowy zawodnik bez silikonów i polyquatów? (moga być lotne). Moje kudły uwielbiaja np Biovaxa keratyna i jedwab, ale ten ma twardy silikon. Szukam czegoś takiego, ale bez plastików. Słyszałaś może o jakims podobnym genialnym specyfiku? Byłabym wdzięczna za pomoc... ;-)

      Usuń
    7. 1) są i miękkie silikony ;)
      2) nie myślałaś robić? Czysto proteinowe produkty ostatnio chyba przestały istnieć. Chyba że potraktujesz zioła jako proteiny, to pewnie coś rosyjskiego by się znalazło

      Usuń
    8. Hejka. Miekkie silikony jak dimethicone, amodimethicone, dimethiconol i polyquaty.. dzialaja na moje kudly jak twarde. Osiadaja i nic tego dziwnego plastikowego uczucia nie zmywa, oprucz silnego szamponu. Wiec chyba w moim wypadku jedyne silikony jakie wchodza w gre to lotne...
      Ziola nie dla mnie. Przesusz na maksa.
      Z robionych probowalam keratyny hydrolizowanej i to jedyne co sie sprawdzilo. Probowalam tez jaja (koszmar!!)Chyba musze zostac przy tej keratynie. Rzeczywiscie, nie mozna znalezc nic fajnego z proteinami a bez oblepiaczy. Dzieki.

      Usuń
    9. O to mam na myśli :)
      No dupa jest z kosmetykami. Wszystko na jedną modłę :/ Sama jestem na etapie "myć czy zgolić", bo czego nie zrobię to źle ;P

      Usuń
  4. Kotowilku witaj :) super że się odnajdujecie Ty i Twoje włosy, ja jestem na etapie poszukiwań dalej ;) powiedz mi jaką maską myjesz włosy zamiast szamponu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje faworyty to geste i proste w skladzie maski. NR1 o dziwo Vatika z czarnuszka (dupna maska, po skladzie....ale dla mnie genialna do mycia), NR2 Callos Color. Tu masz posta o tym: http://kotowilk.blogspot.co.uk/2016/08/mycie-wosow-maska-lub-odrzywka-moje.html z tym ze BingoSpa dla mnie sie nie sprawdzilo bo po ok 6 razach zaczelo przesuszac (nadmiar ziolek...). Pozdrawiam.

      Usuń

Dziekuje!